Nieruchomości pisania do wynajęcia

Wpis

wtorek, 12 marca 2013

Księżyc, co Julii zazdrościł

It is the east, and Juliet is the sun.
Arise, fair sun, and kill the envious moon

Romeo and Juliet

 

Stałam przed lustrem i przymierzałam bluzkę, którą dostałam od Adi. Otrzymałam ją w podziękowaniu za uratowanie Anielki. Nie chciałam przyjąć tego prezentu z różnych względów. Przede wszystkim dlatego, że Anielka zaginęła przeze mnie. Sumienie domagało się łaski spowiedzi. Ale co miałam powiedzieć własnej siostrze? Że jej dziecko porwała wampirzyca, ponieważ psim (lub raczej: wampirzym) swędem dowiedziała się, że mogę wyzwolić wilkołaka? Już nawet nie chodziło o to, że umieszczą mnie w szpitalu dla umysłowo chorych. Chodziło o coś więcej, niż o reputację mojej inteligencji. Chodziło o bezpieczeństwo moich najbliższych. Im mniej znali faktów, tym lepiej. Poza tym, gdyby się dowiedzieli, jakie tajemnice kryje Listopadowo, ich bezpieczny, poukładany świat by się zawalił. Wylądowaliby w wariatkowie. Czułam, że muszę chronić rodzinę.

- Człowiek ma jednak sporo z wilka – myślałam, spoglądając w lustro. – Wilk też zwierzęciem stadnym.

Pukanie do drzwi mojego pokoju. A propos stada – właśnie pojawiła się przywódczyni naszego. Poznałam po sposobie pukania. Tylko jedna osoba pukała właśnie w taki sposób. I tylko wtedy, gdy stało się coś złego. Dlatego mnie zmroziło. Może znowu coś się stało Anielce?

- Wejdź, mamo.

Usiadła na łóżku i skryła twarz w wypielęgnowanych dłoniach. Zawsze mnie zdumiewało, że potrafiła tak skutecznie dbać o dłonie. Wychowała trójkę dzieci przecież! Ale była też wielbicielką romansów, a w takich opowieściach występują kobiety o zadbanych dłoniach. Nic nie powstrzyma mojej mamy od wcielenia utopii w życie. Zdanie, które usłyszałam, również było utopijne:

- Odwiedź Pawła, dobrze?

Miałam ochotę utopić utopijność tej wypowiedzi w kropli zdrowego rozsądku.

- Mamo, ja z nim zerwałam! Po co miałabym go odwiedzać i dolewać oliwy do ognia?

Mama spojrzała na mnie swoimi wielkimi, zwykle rozmarzonymi, teraz – zatroskanymi oczami.

- Do tej oliwy ognia nie dolejesz. Ogień już dawno wygasł. Chodzi tylko o to, żebyś go pocieszyła.

- Co się stało? – usiadłam na łóżku, tuż obok niej.

- Jego dziewczynę znaleziono martwą dziś rano, pod starym dębem nad Nowemberką. – wyrzuciła z siebie jednym tchem.

Odsunęłam się trochę. Dziewczyna Pawła. Martwa. Pod moim ulubionym dębem.

- Nawet nie wiedziałam, że ma dziewczynę.

- Nie było cię przez trzy miesiące.

Już miałam odpowiedzieć, że w ciągu tych trzech miesięcy Paweł zdołał mnie wytropić i że wtedy z pewnością nie miał dziewczyny. Ale to było zaraz na początku przebywania w pałacu Wanguszków. Dokonałam w głowie niezbędnych obliczeń i wyszło na to, że mógł mieć dziewczynę przez jakieś dwa miesiące. Od analizy matematycznej przeszłam do logiki. Wtedy pojęłam, że coś mi tu nie pasuje. W Listopadowie popełniono zbrodnię i nic? Ludzie milczą?

- Ciało znaleziono może z pół godziny temu.

- Skąd wiesz?

- Mama Pawła przyjaźni się z Marysią. Stała obok syna, kiedy identyfikował zwłoki. On oddalił się, żeby zwymiotować, ona w tym czasie zadzwoniła do Marysi.

- A Marysia do ciebie. – dokończyłam.

- A dziwisz się? – odparła. – Widok był straszny. Wyszarpane wnętrzności, przegryzione tętnice. Jakby zaatakowało ją jakieś zwierzę. Ale zwierzęta nie zabijają z takim okrucieństwem. Dobrze się czujesz?

Musiałam być strasznie blada. Podobnie, jak Pawłowi, teraz mi zbierało się na wymioty. Myśli orały mi mózg, tropiły jedna drugą, jak pies łowną zwierzynę. Znów nie zażył tojadu! Dlaczego Tomasz tego nie dopilnował! Co czuje? Pewnie rozpacz. Pewnie poczucie winy rozszarpuje go od wewnątrz, jak bestia w nim rozszarpała tę dziewczynę. Było mi go żal i jednocześnie byłam wściekła. Fale litości i złości zalewała na przemian mój umysł. Skoro taka burza toczyła się w moich myślach, to co musiało dziać się w jego?

- Jak miała na imię ta dziewczyna?

- Julia. – odparła mama. – Idę do kuchni, przyniosę ci herbaty. Źle wyglądasz.

Usłyszałam jej kroki na schodach. Przyłożyłam głowę do poduszki. Julia. Romantyczne imię. Żeby uniknąć skojarzenia z „Romeo i Julia”, należałoby mieszkać na pustyni. W szkole średniej i na studiach często chodziłam do teatru. Widziałam dzieło Szekspira w różnych wydaniach. Dwie rzeczy utkwiły mi z tej sztuki w pamięci: to, że chciałam zagrać Julię i to, że Julia została porównana do słońca. Pierwszej z tych rzeczy nigdy nie zrealizowałam. Brat-bliźniak Lęk nie pozwolił mi zostać aktorką. A druga, to nie wiem, dlaczego utkwiła mi w głowie. Czasem jest tak, że to wspomnienia wybierają pamięć, a nie odwrotnie. Tamto wspomnienie wybrało więc pamięć moją: w scenie balkonowej, wchodzi Romeo i mówi: „jest wschód, a Julia jest słońcem! Wstań piękne słońce i zabij zazdrosny księżyc.”

O, ironio losu – pomyślałam. – W tym przypadku zazdrosny księżyc zabił słońce.

Rozchyliłam zasłony. Światło pełni buchnęło mi w oczy. Księżyc zmienił człowieka w bestię. Bestia zmieniła żywą dziewczynę w trupa. Tyle przemian, tyle energii. Vanora musi świętować. Witalność z alchemii przemiany sprawi, że poczuje radość z wampirzej egzystencji. A Filip poczuje rozpacz. Księżyc, zazdrosny o światło, zabija słońce. Wampir, zazdrosny o radość życia, zabija człowieka w wilkołaku.

Poczułam w sobie nieprzepartą chęć, by pójść do Wanguszko i go pocieszyć. Wiedziałam, że ból przemiany był niczym w porównaniu do bólu psychicznego, jaki przeżywał teraz. Ból Filipa przewyższał ból Pawła. Paweł przeżył tragedię, której padł ofiarą. Filip stał się ofiarą jako człowiek i sprawcą jako bestia.

Kwestia była taka, że do Wanguszko iść nie mogłam, a do Reptucha iść nie chciałam. Na szczęście moja mama to zrozumiała.

- Przemyślałam sprawę – stanęła w progu, z kubkiem gorącej herbaty w ręku. – Jest za wcześnie, by odwiedzić Pawła. Chłopak nie zdążył się jeszcze otrząsnąć.. A w Listopadowie nikt jeszcze nie wie o tragedii.

Do następnego dnia jednak wiadomość ta przepłynęła przez miejscowość jak Nowemberka. Dotarła też do miejsca, z którym nie miałam kontaktu. Nie mogłam.

 

 Dziś na tyle. Niedługo ciąg dalszy krótkiej powieści "Klątwa przemiany". Dzięki za przeczytanie. Jeśli masz jakieś uwagi, komentarze,  coś Ci się podoba lub nie, pisz, Drogi Czytelniku, nie krępuj się.

 

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
scathshad
Czas publikacji:
wtorek, 12 marca 2013 08:54

Polecane wpisy