Nieruchomości pisania do wynajęcia

Wpis

piątek, 14 czerwca 2013

Ostatnie stadium

Słońce przedzierało się przez ołowiane chmury. Płanetnik uwodzi teraz piękną pogodą. Zmienność to chyba stała cecha tej góry. Droga, którą musiałam przejść, też zmieniała się co chwila: raz gęstwina kolczastych krzewów, raz dające wytchnienie polanki. I żadnej ścieżki pod stopami.

Jeszcze niedawno wiedziałam, dokąd mam iść. Od czasu do czasu natykałam się na wydeptane odcinki. Ale teraz skończyły się jakiekolwiek ślady. Chyba nikt nie dotarł tak wysoko, jak ja. Moi poprzednicy dawno się już poodwracali i pozamieniali w kamienie. To by się zgadzało. Do tej pory przechodziłam aleją głazów o antropomorficznych kształtach. Nie przyglądałam się im zbytnio. Bałam się, że zobaczę ból, wyryty na skamieniałych obliczach. Czułam się, jak w upiornym muzeum, w którym eksponaty to skrzywdzone stworzenia, zamknięte z powodu czyjegoś chorego kaprysu.

Upiorna wystawa skończyła się. Głazy, które czasem się pojawiały, należały do naturalnych wytworów przyrody. Bił od nich inny rodzaj energii. Jestem więc pionierem w tej okolicy .Nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. Wytyczam szlaki na ziemi upiorów. Czy to powód do dumy czy wstydu?

Łyk wody, kawałek kanapki. Jem i piję, bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Chodzi o to, żeby nie zemdleć. Nie czuję smaku. Przeklęta góra, a raczej istota, która tę górę przeklęła! Ziemia sama w sobie niczemu winna nie jest, ale ten, kto spowił Płanetnik kokonem czarów, to kawał skończonego drania!

Jak długo już tak idę? Kilka godzin może? A mam wrażenie, jakby minęły całe lata. Mam wrażenie, że czas też zamienił się w kamień.

Zrobiło się bardzo stromo. Spoconymi dłońmi chwytam się krzaków i karłowatych drzew, żeby nie spaść. Oddycham coraz ciężej. Siły mnie opuszczają. Ołowiane chmury zasnuły niebo. Już gorzej być nie może.

I wtedy to zobaczyłam. Wewnątrz naturalnie uformowanych skał ciemniał otwór jaskini. Dziesiąty zmysł podpowiadał, że prowadzi do jaskini, gdzie spoczywało archiwum snów Nathaira. Zbliżałam się do końca mojej golgoty. Ołowiane chmury nie miały znaczenia. Uczucie ulgi spłynęło na mnie jak światło.

Ale zaraz potem ogarnął mnie mrok wątpliwości.

Dziś na tyle. Niedługo ciąg dalszy krótkiej powieści "Klątwa przemiany". Dzięki za przeczytanie. Jeśli masz jakieś uwagi, komentarze,  coś Ci się podoba lub nie, pisz, Drogi Czytelniku, nie krępuj się.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
scathshad
Czas publikacji:
piątek, 14 czerwca 2013 15:40

Polecane wpisy

  • Testament Przechery

    "Testament Przechery"/ Trickster's Testament Pod górę - zawsze Poddać się - nigdy Zrzucony ze szczytu Oswajaj otchłań Rośnij od dna Aż przerośniesz Siebie

  • Alchemia sukcesu

    niedaleko Dragon's Eye Nie znam osoby, która kochałaby porażkę i nie pragnęła sukcesów. Taka jest ludzka natura. Ale życie ma też swoją i więcej w niej miejsca

  • Granice wytrzymałości anielskiej

    „Należało pomagać aniołom stróżom.” - Paolo Coelho "Walkirie" Nie jestem ani fanem, ani przeciwnikiemksiążek Coelho. Po prostu,w przeszłości bywało

  • powłoka

    rozgrzewam ciało na spotkanie z Tobą  wysiłkiem fizycznym przygotowuję się na szok  jedno kółko biegiem wokół duszy  dwa podskoki do uczuć i z po

  • Wspinaczka tylko dla odważnych

    Wiele osób marzy o tym, aby podjąć próbę wspinaczki. Niemniej jednak część z nas obawia się, że sport ten jest zbyt niebezpieczny i ekstremalny oraz, że obliguj