Nieruchomości pisania do wynajęcia

Wpis

wtorek, 03 lutego 2015

Pełnia, krew i kobieta w bieli

Zdarzyło się to w świetle księżyca, dwanaście pełni temu. Wracał wtedy z treningu. Wysiadł z pociągu i wydeptywał znajomą drogę: wiekowy, podziurawiony asfalt, który zdążył już wejść w symbiozę z polami po jednej i lasem po drugiej, stronie. Paweł czuł złość na siebie. Capoeira nie szła mu wówczas najlepiej. A przecież tak bardzo się starał!

Wiele czasu zajęło mu przekonywanie matki, by pozwoliła mu dojeżdżać na treningi do Wrocławia. Nie mógł sobie pozwolić na nie częściej, niż raz w tygodniu. Dojazd zajmował mu pół dnia. Przez pozostałe dni ćwiczył w domu. Oglądał filmiki instruktażowe na you tube. Wszystko na nic.

Nie mógł znieść tej myśli. Dlatego pewnego razu, wracając do domu, zszedł ze znajomej drogi. Zanurzył się w lesie. Gdyby czytał Dante’go, wiedziałby, że nic dobrego nie wynika, gdy ktoś „w głębi ciemnego znajdzie się lasu”.

Poczuł niepokój. Nie z powodu ciemności, której wtedy nie zaznał, bo księżyc oświetlał każdy zakamarek. Paweł widział każdy drobiazg, jak za dnia. Ale światło księżyca różni się od światła słonecznego. Słońce uwidacznia to, co zewnętrzne: kształty i kolory. Księżyc wydobywa to, co wewnętrzne: istotę każdej rzeczy. Dusze roślin i zwierząt przechadzały się po lesie, nagie, tuż obok ich właścicieli. Paweł przełknął ślinę. Księżyc mógł być ślepy, ale sprawiał, że wszystko stawało się widoczne.

Usłyszał trzepot skrzydeł i coś lepkiego skapnęło mu na policzek. Natychmiast starł ciecz dłonią. Na palcach zostały ślady krwi. Usłyszał pohukiwanie sowy. Siedziała na gałęzi. W pazurach dzierżyła martwe ciało świeżo upolowanej myszy. Paweł zadrżał. Lepiej będzie, kiedy wróci do domu drogą. Odwrócił się.

Jakieś dwa, trzy metry przed nim stała kobieta. Miała na sobie długą, białą suknię. Paweł
przełknął ślinę. Kobieta była bardzo piękna.

- Podobam ci się? – spytała.

Bezpośredniość tego pytania obnażyła go. Poczuł się bezbronny. Kobieta wpatrywała się w chłopaka, nie przestając się uśmiechać. Tęczówki, pozbawione źrenic, lśniły czernią. Poddał się hipnotycznemu wzrokowi nieznajomej. Jej głos, niski, i zmysłowy, uspokajał go. Podeszła bliżej. Owionął go zapach kwitnącego bzu. Nie wiedział, że wydzielała nie zapach, ale jego iluzję. Istoty jej podobne tak potrafią.

Zarzuciła mu ramiona na szyję, zachowując jednak dystans pomiędzy ciałami. 

– Znam wszystkie twoje marzenia. I wszystkie mogę spełnić.

Oczy Pawła zalśniły.

Capoeira – pomyślał. Czyżby nadszedł czas, gdy umiłowanie tej sztuki walki i postępy w niej nareszcie się spotkają? Pragnął tego z całego serca.

- Będziesz osiągał szybkie rezultaty w czymkolwiek zechcesz, także w capoeira. – nieznajoma najwidoczniej czytała w jego myślach. – Bo tego chcesz, prawda?

- Tak – potwierdził żarliwie.

- Dobrze więc – ujęła jego twarz w dłonie, zmuszając, by spojrzał jej w oczy. – Ale pamiętaj, za dwanaście pełni księżyca spotkamy się znów, w tym samym miejscu.

- Po co?- umysł Pawła nie do końca poddał się hipnotycznemu czarowi istoty.

- Żeby uiścić zapłatę.

Zauważyła, że chłopak przełyka ślinę. Tym razem, ze strachu. Przywarła do niego i wyszeptała do ucha:

- Och, nie przejmuj się. Cena jest bardzo niska. Oddasz mi to, z czego istnienia nawet nie zdajesz sobie sprawy. Chyba nie możesz mi żałować takiej drobnostki?

Dźwięki wpłynęły do uszu chłopaka zmysłowym strumieniem. Czuł dłoń kobiety na karku i zaskoczyła go delikatna faktura jej skóry. Jego ciało poddało się przyjemnym doznaniom. I choć poczuł ucisk w żołądku, choć jakiś głos w jego głowie szeptał: „nie”, to usta Pawła powiedziały: „tak”.

 

Kolejna część mojej opowieści Pojedynek w świetle księżyca, dobiegła końca. Dzięki za przeczytanie. Jeśli masz jakieś uwagi, komentarze,  coś Ci się podoba lub nie, pisz, Drogi Czytelniku, nie krępuj się.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
scathshad
Czas publikacji:
wtorek, 03 lutego 2015 12:20

Polecane wpisy