Nieruchomości pisania do wynajęcia

Wpisy

  • wtorek, 05 grudnia 2017
  • niedziela, 19 lutego 2017
    • Alchemia sukcesu

         niedaleko Dragon's Eye

       

      Nie znam osoby, która kochałaby porażkę i nie pragnęła sukcesów. Taka jest ludzka natura. Ale życie ma też swoją i więcej w niej miejsca na porażki, niż sukcesy. Żeby postawić jeden, pomyślny krok, trzeba się potknąć kilkadziesiąt razy.

      Takie jest życie, więcej w nim porażek, niż sukcesów. Pomyślność rzadko u nas gości, porażka - często i chętnie. Dlaczego więc nie zaprzyjaźnić się ze stałym bywalcem? Po co odtrącać tego, który stoi jak pies pod drzwiami, w oczekiwaniu na zaproszonego, który może przyjdzie, a może -nie?

      Zaproś porażkę do domu. Daj jej ciasteczka, które upiekłeś w oczekiwaniu "lepszego". Jak już ją trochę odkarmisz, to może wyładnieje i zamieni się w sukces?

      Na tym polega alchemia sukcesu. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      scathshad
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 lutego 2017 13:23
  • niedziela, 05 lutego 2017
    • Granice wytrzymałości anielskiej

      Jeden z diabelskich aniołów w Ghetto club, Split, Chorwacja

      „Należało pomagać aniołom stróżom.” - Paolo Coelho "Walkirie"

       

      Nie jestem ani fanem, ani przeciwnikiem książek Coelho. Po prostu, w przeszłości bywało się pod urokiem niektórych, jak przesławny : "Alchemik". Cytat pochodzi z "Walkirie" i jest dla niniejszego wpisu ważny, bo zainspirował tę bajkę mojego autorstwa. A "anielskość" tej przypowieści pasuje do postświątecznego czasu i magicznej bieli śniegu za oknem.

      Żeby jednak nie było tak słodko, to dla refleksji: ilustracja, a na niej diabelski anioł, który istnieje naprawdę i stoi sobie spokojnie w oknie w "Ghetto club", jednej z uroczych knajpek w chorwackim Splicie. Mamy więc trochę anioła i trochę diabła dla równowagi, a poniżej bajka o twardej rzeczywistości:

      Pewien człowiek wierzył w swego anioła stróża. Nie widział swego opiekuna, ale to nie przeszkadzało mężczyźnie wierzyć w niego. Codziennie rano modlił się do anioła. Prosił go o wszystko, czego zapragnął. I otrzymywał to.

      Ale pewnego dnia nie dostał tego, o co prosił. I choć wierzył w anioły, których nie widział, nie mógł uwierzyć w to, co rejestrowały jego zmysły: brak upragnionej rzeczy. Nie ustawał w gorących modlitwach, aż zmęczył się i zapadł w głęboki sen.

      We śnie ukazał mu się jego anioł stróż. Ale to nie był piękny widok. Opiekun siedział na nagiej ziemi, oparty o skałę. Smukła sylwetka była zgarbiona, białe szaty – postrzępione i brudne. Zmarszczki pokrywały anielską twarz, a z oczu wyzierał smutek. Serce mężczyzny skurczyło się z żalu.

       - Co ci się, stało? – zapytał.

      - Jeszcze się pytasz? – odparł anioł. – Dzień w dzień każesz mi harować ponad siły, sam nawet palcem nie kiwniesz.

       - Ale jak to!– zdziwił się człowiek. – Przecież jesteś aniołem, twoja moc jest niezmierzona.

       - I tu się mylisz- odparł anioł. – Można ją zmierzyć. Jest wprost proporcjonalna do wysiłku, który człowiek wkłada sam, by spełnić własne życzenia.

      Sen minął i mężczyzna się obudził. I natychmiast zabrał się do pracy. Zrozumiał, że tylko w ten sposób może pomóc swemu aniołowi. A anioł wówczas pomoże człowiekowi.

      A co Wy na to?

      Pozdrawiam postświątecznie.

       

       

       

       

       

      cytat pochodzi z:

       

       

       

      Coelho, Paolo, 1992, 2010 Walkirie, Warszawa: Drzewo Babel,
      str. 59

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      scathshad
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 lutego 2017 11:59
  • poniedziałek, 19 grudnia 2016
    • Precz z moich oczu! To i z pamięci - czyli o zainteresowaniu człowieka człowiekiem

      Precz z moich oczu!... posłucham od razu,

      Precz z mego serca!... i serce posłucha,

      Precz z mej pamięci!... nie tego rozkazu

      Moja i twoja pamięć nie posłucha.

      Znamy te słowa. Adresatem jest ukochana albo ukochany, kontekst - romantyczny. Ale czasem nasuwa mi się wątek zgoła nieromantyczny kończącej się znajomości wraz z kończącymi się wspólnymi interesami. Bo człowiek jest zwierzęciem interesownym, nawet ten cywilizowany.

      Nie pamiętam, ile takich znajomości zakończyło się w moim życiu. Kończysz uprawianie jednego hobby, bo cię już nie kręci, nie chcesz jednak tracić ludzi, których dzięki temu poznałeś. "Spotkamy się jeszcze? O tak, na pewno," słyszysz zapewnienia. Przecież łączy nas nie tylko hobby.

      Ale okazuje się, że to jednak było to. Hobby tylko. Albo praca. W każdym razie coś trzeciego, co łączyło dwójkę ludzi albo całą paczkę. Ale bez spoiwa paczka się rozpada. Rzucasz pracę, przenosisz się do innego miasta. No to żegnaj przyjacielu!

      Albo nie - przyjacielu. Bo przyjaciel powinien zostać dla ciebie samego, bez potrzeby spoiwa typu hobby, szkoła, praca. Przyjaciel to ten, kto interesuje się twoją osobą. Cholera, mało będzie takich osób na świecie. Szukać trudno. To jak szukanie złota w mule rzeki: ani to czyste zajęcie, ani ciekawe ani popłatne.

      A tymczasem: "precz z moich oczu" oznacza "i że nie mnie już nie interesujesz do śmierci". Po angielsku się mówi: "out of sight, out of mind", czyli co znika z linii horyzontu, to i z pamięci wypada. I tak najczęściej bywa. Co z tego, że piszesz smsa, maila, dzwonisz, bo chcesz jednak wiedzieć, co z tymi, z którymi czułeś się związany. Odpowiedzi brak, bo nie jesteś w klubie, nie ma z ciebie pożytku, a znaczyłeś tyle, co hobby, szkoła albo praca. A że jesteś człowiekiem? Że się interesujesz losem tych, co zostali? Wyluzuj, człowieku, więc. Oni nie interesują się tobą.

      I co robić w takim nieludzko ludzkim świecie? 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Precz z moich oczu! To i z pamięci - czyli o zainteresowaniu człowieka człowiekiem”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      scathshad
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 grudnia 2016 22:59
  • poniedziałek, 21 listopada 2016
    • Magia czytania

      Od tej pory czytanie kamieni, nasączonych światłem, wypełniało każdy dzień Amargeina. Studiował to, co zawsze fascynowało go na zajęciach w Schola: zwyczaje zwierząt na planecie, na której żył. Z zapartym tchem śledził losy bohaterów różnego rodzaju opowieści, tych dłuższych i tych krótszych. Blizny chłopaka znikały w okamgnieniu. Miał wrażenie, że treści, które chłonie z kamieni, leczą go. Uzdrawiają nie tylko rany, które widać, ale przede wszystkim te wewnętrzne, z których istnienia nie zdawał sobie sprawy.

      Pewnego dnia trafił na kamień z opowieścią, która zmieniła jego życie. Nosiła tytuł: Pieśń Mistyka. Amargein usiadł na posłaniu i wtopił się w opowieść.

       

      Kolejna część Pieśni Mistyka, dobiegła końca. Dzięki za przeczytanie. Jeśli masz jakieś uwagi, komentarze,  coś Ci się podoba lub nie, pisz, Drogi Czytelniku, nie krępuj się!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      scathshad
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 listopada 2016 17:04

Tagi

Kanał informacyjny